Serwis internetowy langloo.com wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają korzystanie z jego zasobów. Korzystając z serwisu wyrażasz jednocześnie zgodę na wykorzystanie plików cookies.

Czytanki angielskie

Mleko z Colą - pij na zdrowie!

Autor: Langloo
Poziom: Średniozaawansowany

Twoja ocena: {{rated}}



Czytaj
 
Ćwicz

Stephen, niespełna trzydziestoletni hodowca krów z Nowej Zelandii, jak co dzień zrobił sobie i dziewięcioletniej córce śniadanie – jajecznicę, parówki, grzanki i kubek pieniącego się mleka prosto od krowy. Kiedy Sally weszła do kuchni, od razu jej wzrok padł na kubek mleka, i dziewczynka mocno się krzywiąc, powiedziała:

- Tato, znowu mleko? Mam już dosyć tego wstrętnego mleka. Jestem już duża i nie muszę tego pić.

- Ale kochanie... – zaczął cierpliwie, jak co dzień rano, tłumaczyć zatroskany ojciec – mleko musisz pić zawsze, bo to dobrze wpływa na kości.

- Ale tato! – niemal krzyknęła Sally – Mleko jest wstrętne, okropne, śmierdzi i właściwie nie ma smaku! – Mleko ma smak mleka – powiedział coraz bardziej zrezygnowany Stephen. - A chciałabyś, żeby mleko jak smakowało jak hot-dogi?

- Ble, na pewno nie – odpowiedziała Sally – ale chociażby jak, jak… jak Cola. Coli piję dużo i zawsze mi smakuje, więc gdybym miała mleko o smaku coli, to takie bym chętnie piła!

- O, świetnie! Skąd ja tobie wezmę mleko o smaku coli? Przecież to niemożliwe – zaczął lamentować Stephen.

- Wierzę w ciebie tato – odpowiedziała słodko córka, wiedząc, że już nie musi pić mleka. – Ty zawsze coś wymyślisz.

Nie mając wyboru, Stephen zaczął myśleć. – Hmmm, połączyć mleko i colę. Wydaje się niemożliwe, ale może... I kiedy Sally wyszła do szkoły, Stephen przebrał się w kuchenny fartuch i zaczął przygotowywać dla siebie kuchenne minilaboratorium. Przygotował różne kubki, szklanki i miski. Z piwnicy wyciągnął zgrzewkę litrowych butelek coli, a z lodówki – słoik z kilkoma litrami świeżego mleka. Chwilę pomyślał i zaczął mieszać dwa, z pozoru nie dające się połączyć, płyny. Najpierw dużo coli i mało mleka.

Stephen spróbował swojego dzieła – brr – okropne! Może trzeba odwrotnych proporcji? – powiedział sam do siebie i znów zaczął mieszać lecz tym razem nalał więcej mleka i mniej coli. Z pewną obawą spróbował swego dzieła i, co dziwne, nie było takie złe. Zachęcony sukcesem Stephen zaczął dalej mieszać płyny, za każdym razem inaczej dobierając proporcje, aż po godzinie uzyskał to, czego oczekiwał – smaczne mleko o smaku coli. Zadowolony ze swego dzieła farmer przygotował litr nowego napoju, szybko uprzątnął kuchnię i zajął się swoimi obowiązkami przy gospodarstwie.

Następnego dnia Stephen, jak co dzień, przygotował swojej córce śniadanie. Znów jajecznicę, znów parówki, znów grzanki i znów kubek pieniącego się mleka – ale nie takiego zwykłego mleka, tylko mleka o smaku coli. Kiedy Sally weszła do kuchni, jej wzrok od razu padł na kubek mleka, i dziewczynka zaczęła lamentować:

- Tato, znowu mleko… Mówiłam tobie, że nie wypiję. Ty mnie w ogóle nie słuchasz!

Nie kryjąc uśmiechu na twarzy, Stephen powiedział: – Ale kochanie, to nie jest zwykłe mleko, tylko takie, które na pewno będzie tobie smakowało.

- Co ty mówisz tato! Mleko nigdy nie będzie mi smakowało! – odpowiedziała zniecierpliwiona już Sally. Podeszła do stołu, spojrzała na mleko i po chwili zapytała niepewnie:

- Ale co to właściwe jest, tato? To jest mleko? Ma taki dziwny kolor?

- Tak, kochanie – odparł zadowolony z siebie Stephen. – To jest mleko o smaku coli. – Nie wygłupiaj się, tato, takie mleko nie istnieje – odrzekła zdenerwowana dziewięciolatka.

- Nie naśmiewaj się ze mnie.

- Kochanie, to jest mleko z colą – przygotowałem dla ciebie. Spróbuj, czy ci smakuje – powiedział Stephen.

- No co ty, naprawdę tato? Nie żartujesz?

Ciekawość wzięła górę – dziewczynka szybko podniosła kubek z mlekiem-nie mlekiem. Najpierw niepewnie powąchała, wyraźnie się zdziwiła zapachem, i w końcu powoli wypiła niewielki łyk.

- I co, Sally, smakuje ci? – zapytał zaciekawiony tata.

Ale dziewczynka nie słuchała już taty, tylko po pierwszym łyku i chwilowym delektowaniu się smakiem, zaczęła łapczywie połykać brązowawy płyn – tak, że po chwili kubek był pusty.

- Taaato! – krzyknęła z radością – to jest pyyyyszne! Daj jeszcze!

- W lodówce masz cały dzbanek, skarbie. Pij, ile chcesz – odpowiedział zadowolony z siebie ojciec.

W końcu udało mu się przechytrzyć oporną córkę i w końcu chyba znalazł sposób, by codziennie piła kubek mleka. Ba! Może nawet cały dzbanek!

Sally wypiła jeszcze dwa całe kubki mleka z colą, szybko zjadła śniadanie i pobiegła do szkoły. Stephen cały dzień pracował w gospodarstwie, aż w końcu zobaczył biegnącą ze szkoły, wyjątkowo szczęśliwą Sally, która już z daleka krzyczała: – Taaaatoo, taaato! Zooobacz!

Zdziwiony mężczyzna podbiegł do córki z pytaniem, czemu jest taka zadowolona – czy to znaczy, że w końcu zaliczyła matematykę?

- To też, tato. Ale nie o to chodzi. Zobacz! I zaczęła grzebać w kieszeni, po chwili wyjmując z nich garść monet i kilka banknotów. – Patrz co mam! – zapiszczała Sally. – To całe cztery dolary i szesnaście centów! Nic nie rozumiejący ojciec spojrzał niepewnie na córkę i wyjąkał: – A czyje są to pieniądze? Znalazłaś?

- No co ty, tato – odpowiedziała natychmiast dziewczynka. – Po śniadaniu wlałam do dwóch butelek twoje colomleko, wzięłam do szkoły i sprzedałam koleżankom. Szkoda, że nie miałam więcej, bo wszyscy chcieli kupić!

- Eee, no tak... – zająknął zmieszany ojciec. – Skoro zarobiłaś, to są twoje pieniądze – osądził poważnie. – Odkładaj na nowy rower.

- Dobrze tato, tylko zrób mi na kolacje colomleko.

Następnego dnia Sally po kilku kubkach colomleka poszła do szkoły, a Stephen, jak co dzień, poszedł oporządzać bydło. Po kilku godzinach jego pracę przerwał nadjeżdżający samochód. Mężczyzna popatrzył na gościa i rozpoznał w nim panią Gasper, matkę jednej z koleżanek Sally.

- Witam panią – zagadnął zdziwiony niespodziewaną wizytą Stephen. – Czy coś się stało?

- Panie Stephens, przepraszam, że tak bez uprzedzenia ale... yyy... no...chciałam od pana kupić trochę tego, no... eee... mleka z colą. Moja Kathy nie mówi od wczoraj o niczym innym!

- Słucham? – spytał z niedowierzaniem Stephen, choć doskonale rozumiał, co mówi Pani Gasper. – Chce pani kupić mleko z colą? Wie pani, ja go nie sprzedaję. No... zrobiłem trochę tego napoju dla córki, żeby chciała wypić mleko. Nic więcej.

- No właśnie o to chodzi! – niemal krzyknęła uradowana kobieta. Kathy nienawidzi mleka, ale takie, pana produkcji, z colą to chce pić litrami! Bardzo pana proszę, zapłacę 20 dolarów za litr!

- Noo... dobrze – odpowiedział mężczyzna. – Zaraz zrobię i przyniosę. Pani Gasper nie była tego dnia ostatnim niespodziewanym gościem. Do wieczora Stephen sprzedał jeszcze kilka butelek nowej mikstury kilku uszczęśliwionym rodzicom, którzy marzyli, by znaleźć sposób, aby ich pociechy piły mleko.

W ciągu następnych kilku dni Stephen sprzedawał więcej i więcej, i tak jest do dnia dzisiejszego. Ta historia wydarzyła się naprawdę w małej nowozelandzkiej mieścinie. Zwykły rolnik stworzył dla córki mleko z colą. Bardzo szybko jego dzieło zaczęło być bardzo popularne, a dzienna produkcja sięga ponad 100 litrów! Stephen ma tylko drobny problem – wciąż produkuje swój napój nielegalnie, ponieważ firma produkująca Colę za nic nie chce zezwolić mężczyźnie, by rozpoczął produkcję na skalę przemysłową. Jednak niezrażony Stephen, mający poparcie setek rodziców, śle do firmy listy z prośbą o pozwolenie na wykorzystywanie Coli w swoim napoju, i kto wie – może pewnego dnia w końcu zgodę otrzyma.

Przecież dyrekcja fabryki Coli też ma dzieci, które nie chcą pić mleka!

Słowniczek
{{item.term}}
{{item.description}}