|

Bless you

Nadeszła jesień. Polska, złoto-czerwono-brązowa, a póki co – nawet dość słoneczna jesień. Ale pomimo niezaprzeczalnych uroków i niepowtarzalnego nastroju nie zapominajmy, że jest to pora roku, w której zaczynają się problemy z katarem, bólem gardła, łamaniem w kościach i pogorszeniem humoru. Wystarczy przed wyjściem do pracy czy szkoły źle zinterpretować zdradzieckie promienie słońca i narzucić na siebie lekką kurtkę, żeby później pociągać nosem i co chwilę sięgać po pastylki do ssania. U mojej ukochanej koleżanki Aleksandry objawy jesiennego przeziębienia zaczęły się od intensywnego kichania. Ubolewając nad pogorszeniem jej samopoczucia, na przemian mówiłam do niej na zdrowie i bless you. Po entym  bless you wypowiedzianym w ciągu zaledwie trzech godzin zaczęłam się zastanawiać nad pochodzeniem tego powiedzenia. Oto wytłumaczenia, na które się natknęłam – niektóre absurdalne, ale są też i takie, które mogłyby się obronić.


Jedno z przekonań, do którego dzisiaj podchodzi się raczej sceptycznie, jest wiara w to, że podczas kichania dusza może opuścić ciało. Byli również tacy, którzy święcie wierzyli, że kichanie to zielone światło dla diabła i złych duchów do zagoszczenia w ciele przeziębionej osoby. Bless you tudzież God bless you miało więc stanowić swego rodzaju tarczę obronną przed tymi złymi mocami. Co więcej – niektórzy wierzyli, że przy kichnięciu zatrzymuje się akcja serca, a życzenie bless you (błogosławię cię) miało na celu upewnić się, że bicie serca nastąpi ponownie. Inni wierzyli, że ten, kto kicha, może być pewien wysłuchania przez Boga jego modlitw. Z kolei dla mniej wierzących był to po prostu omen pomyślności. W takiej sytuacji powiedzenie bless you równało się uznaniu nadchodzącego szczęścia.

Najbardziej wiarygodne wydaje się jednak, że powiedzenie bless you powstało w IV wieku, gdy w całej Europie panowała epidemia dżumy. Wtedy to ówczesny papież Grzegorz I, pokładając w Bogu nadzieje na uleczenie mieszkańców Starego Lądu, wznosił do niego niekończące się modlitwy. I choć modlitwa nie była najskuteczniejszym lekiem na uniknięcie czarnej śmierci, to każde kichnięcie, które uważano za jeden z pierwszych symptomów dżumy, okrzykiwano wyrażeniem God bless you. Mówiono takw nadziei, że to życzenie zatrzyma, a może nawet całkowicie uzdrowi zakażonego.


Chociaż kichaniu mojej Oli absolutnie daleko do oznak dżumy czy zachęcania zła do wkradnięcia się do jej duszy, to i tak jej gorsze samopoczucie bardzo mnie smuci. Obiecuję więc, że za każdym razem, gdy sięgnie po chusteczkę i kichnie po raz setny (albo nawet siedem razy pod rząd), dzielnie i cierpliwie będę ją raczyć słowami bless you. Lepiej dmuchać na zimne.

Katarzyna OwsińskaKomentarze:02010-10-28 18:48:25
Nowy komentarz