Szaleństwo ogarniające mieszkańców, zjawy i zielona maź sącząca się ze ścian – oto w wielkim skrócie historia domu w Amityville. Czy ta najsłynniejsza amerykańska historia o duchach to mistyfikacja?


Moja młodsza siostra jest wielką fanką wszelkich horrorów i przerażających historii, po których przeczytaniu lub obejrzeniu zazwyczaj musi zasypiać przy zapalonej lampce. Jakiś czas temu jej ulubioną opowieścią, którą chętnie dzieliła się ze wszystkimi znajomymi, była prawdziwa historia pewnego amerykańskiego małżeństwa, które wkrótce po ślubie zakupiło dom (zdj. 1.) w miasteczku Amityville w stanie Nowy Jork.


zdj. 1. Słynny dom w Amityville przy alei Ocean 112.
źródło: en.wikipedia.org

Oczywiście sam zakup domu nie byłby niczym niecodziennym, gdyby nie fakt, że kilka lat wcześniej doszło w nim do straszliwej zbrodni. Jej sprawcą był dwudziestotrzyletni Robert DeFeo Jr. (zdj. 2.), który pod osłoną nocy z okrucieństwem zamordował swoją najbliższą rodzinę – ojca, matkę, dwie siostry i dwóch braci. Robert na początku tłumaczył, że ta bezlitosna egzekucja była zemstą mafii, jednak policyjne śledztwo szybko dowiodło, że to właśnie on był katem swojej rodziny.


zdj. 2. Robert DeFeo Jr. – słynny kat z Amityville.
źródło: www.dreadcentral.com

Państwo Lutz – nowi właściciele posesji – dobrze wiedzieli o tragicznej historii, która wydarzyła się w domu, mimo to wprowadzili się tam wraz z trójką swoich dzieci. Ich sielanka nie trwała długo – z rezydencji uciekli już po dwudziestu ośmiu dniach. Według ich opowieści w domu działy się bardzo dziwne rzeczy – przedmioty same się poruszały, okna – otwierały, a najmłodszemu dziecku ukazywała się zjawa małej zamordowanej dziewczynki. Nie te wydarzenia były jednak bezpośrednią przyczyną szybkiej wyprowadzki Lutzów, a makabryczne wizje mordu własnej rodziny, które zaczęły nawiedzać Georga Lutza (ojca rodziny).


Na podstawie historii związanej z domem w Amityville przy alei Ocean 112, Jay Anson przy współpracy z rodziną Lutzów napisał książkę pt. The Amityville Horror. Po kilku tygodniach od premiery publikacja stała się prawdziwym bestsellerem, a opowieścią zainteresowali się filmowcy z Hollywood, którzy szybko przełożyli ją na szklany ekran.

Szum medialny wokół Amityville przyciągnął do miasteczka również naukowców – specjalistów od sił nadprzyrodzonych, którzy postanowili zbadać prawdziwość historii opisanej przez Ansona. Po dokonaniu oględzin oświadczyli, że wszystko, co dzieje się w domu przy Ocean 112, ma niewiele wspólnego ze zjawiskami paranormalnymi. Naukowcy wyjaśnili, że samo otwierające się okno jest wynikiem błędu architektonicznego – wystarczy bowiem nieuważnie postawić nogę na jednej z obluzowanych desek i już można zaobserwować, jak przerażająca „niewidzialna siła” otwiera okno. A co ze zjawami przechadzającymi się po korytarzach domu? Naukowcy twierdzą, że zjawy nie istnieją, a to, co określamy tym mianem, to nic innego, jak anomalie świetlne. Co więcej, okazało się, że obecni lokatorzy domu zapytani o to, czy mogą się na coś poskarżyć, odpowiadają, że przeszkadzają im ciekawscy i żądni przygód turyści zaglądający w ich okna, a nie zjawy przechadzające się po domu.

Jak widać, badania naukowców zdecydowanie poddają w wątpliwość prawdziwość historii opisanej w bestsellerze Ansona, mimo to wielu (w tym moja siostra) ciągle wierzy, że w Amityville dzieją się rzeczy nie z tego świata…

KallinaKomentarze:32011-02-08 05:00:46
Nowy komentarz