Vegging out ma tyle lat co rasa ludzka. Wcale mnie to nie dziwi – jest przecież tyle przyjemnych sposobów na uprawianie tego jakże pożądanego przez wszystkich (zwłaszcza w weekend!) stanu…

Spróbujcie zaprzeczyć, że po ciężkim tygodniu wypełnionym różnymi zajęciami nie marzycie tylko o tym, żeby trochę veg out
. Na pewno marzycie też o odrobinie vegging out, kiedy coś nie poszło po Waszej myśli. Najlepszym lekarstwem na stres spowodowany nieciekawą sytuacją w pracy lub plotkami krążącymi na Wasz temat jest najzwyczajniejsze w świecie vegging out. Z własnego doświadczenia wiem, że zamiast romantycznej kolacji w ekskluzywnej restauracji czasami lepiej po prostu veg out ze swoją drugą połówką. U mnie najczęściej vegging out towarzyszą filmy, wylegiwanie się na kanapie pod ulubionym kocem i wcinacie chipsów o smaku ostrej papryki. No, ok… czasami dodaję do tego wszystkiego jeszcze coś słodkiego. Wiecie już o czym pisze? Oczywiście o leniuchowaniu!

Vegging out (pol. byczenie się) jako, hmm… zjawisko (?) ma, jak przypuszczam, tyle lat co rasa ludzka. W formie wyrażenia pojawiło się jednak dopiero na początku lat 90. poprzedniego wieku i po raz pierwszy zostało użyte w formie veg out przez piękną Julię Roberts w filmie Pretty Woman!

Let’s watch old movies all night… we‘ll just veg out in front of the TV.
Oglądajmy stare filmy całą noc… po prostu pobyczymy się przed telewizorem.

Taką właśnie propozycję złożyła filmowa Vivian swojemu towarzyszowi Edwardowi. Cóż, mnie – obojętnie, czy w towarzystwie koleżanki, czy chłopaka – do vegging out nie trzeba namawiać, a że jest weekend…

Wy chyba też lubicie od czasu do czasu veg out? No, przyznać się 😉

Katarzyna OwsińskaKomentarze:02011-03-05 05:00:51
Nowy komentarz