Na całym świecie, w krajach bogatych i biednych, ciepłych i zimnych, zamieszkałych przez białych, czarnych czy też skośnookich, spotkać można tysiące oszustów różnej maści. Ci najbardziej elitarni to prawdziwi profesjonaliści miesiącami planujący jakiś kant i skrzętnie realizujący swój misterny plan krok po kroku. Prawda jest jednak taka, że “specjalistów” tego pokroju jest w rzeczywistości niewielu, a prawdziwą plagą ludzkości przynoszącą największe straty są drobne cwaniaczki, okazjonalni oszuści, którzy liczą na łatwy zysk czy też zdobycz. Nieważne co to jest, czy to darmowy przejazd metrem, czy puszka Coli, czy też darmowa wyżerka w restauracji – ważne jest, żeby było za darmo i żeby przyniosło korzyść.

Jedną z największych plag amerykańskich restauracji są goście, którzy przychodzą do restauracji aby najeść się za darmo. Sposoby na takie oszustwa są różne. Niektórzy oszuści podczas posiłku bezceremonialnie wyciągają magiczne urządzenia i udają, ze badają posiłek. W takim przypadku liczą, że personel uwierzy, że są członkami jakiejś organizacji badającej jakość pożywienia, czy też, np. że są niezapowiedzianymi wizytatorami z przewodnika kulinarnego. I jeżeli będą wystarczająco przekonywujący to mogą być pewni, że w tego dnia mogą jeść i pić do woli, a personel restauracji zrobi wszystko by dobrze lokał wypadł jak najlepiej.

Niektórzy oszuści najadają się za darmo stosując metodę na tzw. impresario lub managera. Elegancko ubrany człowiek wkracza pewnie do lokalu i ze swadą w głosie twierdzi, że Madonna chce tu zjeść za kilka dni obiad i że on jako jej impresario musi sprawdzić, czy lokal jest wystarczająco dobry. Inni oszuści twierdzą natomiast, że jakaś znana postać, np. wiceprezydent USA chce zrobić właśnie w tym lokalu spotkanie z ambasadorem Nauru i że on musi skontrolować bezpieczeństwo lokalu i jakość potraw. Restauracji oczywiście bardzo zależy na takiej reklamie, także również i w takich przypadkach, jeżeli oszust będzie wystarczająco wiarygodny to z pewnością naje się i napije do syta. Te sytuacje jednak nie są tak powszechne i straty wynikłe z tego typu oszust są stosunkowo niewielkie. Statystycznie jednak największą plagą amerykańskich restauracji, tych dobrych i tych podrzędnych są osobnicy, którzy przychodzą do restauracji, zamawiają posiłek i coś do niego dodają, np. włosa czy też zmielone szkło i następnie pełni głośnego oburzenia wołają kelnera licząc na przeprosiny i oczywiście żądając by anulowano ich rachunek. Prawda jest taka, że personelowi bardzo ciężko udowodnić, że to klient coś dodał do posiłku i bojąc się skandalu oraz pozwu sądowego i niechybnego odszkodowania – w ponad 90 procentach przypadków lokal natychmiast odstępuje od żądania zapłaty rachunku, na dodatek często jeszcze daje klientowi coś w gratisie, np. inne wybrane danie czy butelkę drogiego wina.

W 2006 roku szacowano, że straty restauracji z tytułu tego typu oszustw sięgają ponad 15 milionów dolarów. W celu uniknięcia strat niektóre luksusowe restauracje wprowadziły niespotykane dotąd środki zaradcze w postaci monitoringu sali i osób jedzących. W sytuacji kryzysowej, kiedy osobnik twierdzi, że znalazł coś w posiłku, ochrona natychmiast analizuje film i w przypadku oszustwa bądź to prosi delikwenta o opuszczenie lokalu bądź też, w przypadku bardziej upartych, wzywa policję.

Osoby, które oszukują restaurację w ten sposób zostały uhonorowane również osobnym hasłem w amerykańskim słowniku neologizmów, które brzmi placer, czyli osoba, która umieszcza coś w posiłku – zazwyczaj włosa – i głośno narzeka, aby nie płacić za posiłek.

W Polsce naszych rodzimych placer-ów nie jest jeszcze wielu, ale bądźmy pewni, że to zjawisko również i u nas z pewnością się pojawi. My jednak radzimy nie próbować tego robić.

Aleksandra WereszczyńskaKomentarze:02010-08-08 22:20:00
Nowy komentarz