Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej składa się z czterech krajów – Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Jego mieszkańcy nie powinni być jednak wrzucani do jednego worka o nazwie „Brytyjczycy”. Dlaczego?


Mimo że cztery kraje wchodzące w skład Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej posiadają wspólne dziedzictwo i burzliwą historię, są jednak odrębnymi krajami. Należy o tym pamiętać, gdyż określenie mianem „Brytyjczyk” osoby pochodzenia irlandzkiego, walijskiego lub szkockiego może być bardzo obraźliwe. Podobnie nie należy przyjmować, że „Anglik” oznacza to samo co „Brytyjczyk”. Czy faktycznie różnice pomiędzy tymi narodowościami są aż tak wyraźne, czy może mieszkańcy Wysp zwyczajnie przesadzają z tą poprawnością polityczną?


Inne systemy wartości

W Anglii cenione są takie wartości, jak: dobre wychowanie, powściągliwość i dystans. Anglicy są uprzejmi, skromni i bardzo dumni ze swojej długiej i bogatej historii. Szkoci z kolei są niezwykle przywiązani do swojego kraju, walcząc o jego odrębność oraz odcinając się od idei, którymi kierują się Anglicy. Z zewnątrz wydają się chłodni, jednak cechuje ich ogromny sentyment wobec kraju i własnej rodziny. Są wolni od podziałów klasowych, mają subtelne poczucie humoru i szanują innych. Walijczycy, mimo ponad 400-letniej historii przynależności do Zjednoczonego Królestwa, zachowali swój język, literaturę i tradycje. Podobnie jak Szkoci, są dumni ze swojego dziedzictwa i kraju. Uwielbiają poza tym śpiew i są bardzo rodzinni. Wreszcie Irlandczycy cenią bycie przyjaznym, szczerość i naturalność. Nie lubią pretensjonalnego zachowania i mają silną etykę pracy. W Irlandii Północnej więzi rodzinne są również bardzo istotne. Jak widać, te cztery narodowości faktycznie znacznie różnią się od siebie.


B-word faux pas

„Brytyjczyk” to formalne określenie obywatela Zjednoczonego Królestwa. Nie może być ono jednak używane zamiennie z Anglikiem, Szkotem, Walijczykiem i Irlandczykiem. Oczywiście są różne sytuacje i ktoś pochodzący z Irlandii może na przykład uważać się za Brytyjczyka, nie utożsamiając się ze swoim dziedzictwem narodowym. Jeśli jednak ów Irlandczyk (-ka) utożsamia się silnie ze swoim państwem, może takie określenie odebrać jako obrazę i próbę deprecjonowania jego pochodzenia. Niektórzy specjaliści uważają nawet, że słowo „Brytyjczyk” może być tak samo obraźliwe, jak „czarny” czy „mieszaniec”! Stwierdzono, że koncepcja „brytyjskości” wiąże się z fałszywym poczuciem jedności, które nie występuje u Irlandczyków, Szkotów czy Walijczyków. Jedności tej zaprzecza mnogość kultur, języków i religii, jakie występują na terenie Zjednoczonego Królestwa. Odpowiedniego nazewnictwa wymaga więc obecnie nie tylko dobre wychowanie, ale także polityczna poprawność.


Patriotyzm czy nacjonalizm?

Polityczna poprawność może jednak sięgać absurdu. Valleys Race Equality Council (Valrec) – organizacja finansowana m.in. przez Komisję na Rzecz Równości Rasowej (Commission for Racial Equality), zaproponowała, aby zrezygnować w życiu publicznym z używania terminu „Brytyjczyk” na określanie narodowości. Stanowisko Valrec przyjęto np. w Caerphilly w południowej Walii. Jest to wprawdzie zalecenie informacyjne, a nie nakaz, lecz trudno oprzeć się wrażeniu, że tego typu inicjatywy mogą trafić na podatny grunt. Od głębokiego lokalnego patriotyzmu do nacjonalizmu niedaleka droga, o czym świadczą niedawne wydarzenia z Irlandii. Autorzy raportu Northern Ireland Council for Ethnic Minorities uważają, że „tradycyjną” wrogość między katolikami i protestantami zastąpiła niechęć wobec imigrantów w tamtejszych szkołach. Incydenty wymierzone przeciwko imigrantom z Polski i Słowacji zszokowały miejscowe władze i polskie środowisko.

Czy Irlandczycy są nacjonalistami? Z pewnością to krzywdzące uogólnienie. Czy są przewrażliwieni na punkcie swojej odrębności? Raczej chyba zasmuceni tym, że na świecie postrzega się Wyspy Brytyjskie i Irlandię jako region o jednolitej historii i dziedzictwie. Wielki poeta pochodzenia irlandzkiego, laureat literackiej Nagrody Nobla, Seamus Heaney wielokrotnie podkreślał swoje odrębne od brytyjskiego pochodzenie, pisząc np.:

“Be advised my passport’s green.
No glass of ours was ever raised
to toast the Queen.”

„Pamiętajcie, że mój paszport jest zielony.
Nie wznosiliśmy nigdy toastów za Królową”.


Heaney czuł silną potrzebę podkreślania, że jest Irlandczykiem, a nie Brytyjczykiem – zarówno w codziennym życiu, jak i w swojej twórczości (poświęcił tej problematyce m.in. utwór Verses for a Fordham Commencement). Ta potrzeba jest wciąż żywa także u najmłodszych pokoleń Irlandczyków, którzy zamiast pisać wiersze na ten temat, zakładają na Facebooku grupy: We’re Irish, Not British! czy I’m Irish Not British! Get It Right. Z pewnością nie jest to wyraz nacjonalizmu, lecz frustracji wywołanej walką o ocalenie swojego dziedzictwa narodowego, kultury i tradycji. Walką jak najbardziej pokojową, czego dowodzi choćby jeden z wpisów na facebookowej tablicy: Borders mean nothing, belief means everything. (pol. Nie granice, lecz przekonania definiują człowieka).

Agnieszka Bukowczan-RzeszutKomentarze:02011-08-16 05:00:55
Nowy komentarz