Już od pradawnych czasów jemioła odgrywa znaczącą rolę w europejskiej kulturze. Niegdyś uważano, że ma właściwości magiczne i lecznicze oraz chroni przed złymi mocami, a dzisiaj jej cudowność polega na tym, że jest po prostu magnesem na całusy.

Mnie osobiście jemioła kojarzy się tylko i wyłącznie z całowaniem, szczególnie w okresie świątecznym. Okazuje się jednak, że ta roślina robiła furorę już za czasów Druidów. Uważali oni ją za świetne lekarstwo, antidotum na trucizny, gwarant płodności i ochronę przed złymi mocami. Wierzono także, że rewelacyjnie sprawdza się w roli afrodyzjaka, dlatego była również symbolem seksu… a stąd już prosta droga do całowania! Oczywiście wyjaśnień jest wiele – szczególnie ciekawe są te pochodzenia greckiego lub francuskiego, my jednak skupimy się na anglosaskich korzeniach tej tradycji, które sięgają legendy o Freyi.


Okazuje się, że Freya, bogini miłości, piękna i płodności, w okresie świątecznym rzucała czar na młodych mężczyzn. Pod wypływem jej zaklęcia młodzieńcy całowali wszystkie napotkane niewiasty, które nieświadomie zatrzymały się pod jemiołą. Jemioła, jako afrodyzjak, miała wspomóc mężczyzn w poszukiwaniu wybranki serca. Freya stawiała jednak jeden warunek – z każdym pocałunkiem zaczarowany mężczyzna musiał zerwać po jednej jagodzie, a w momencie zerwania tej ostatniej musiał skończyć składać pocałunki na usta dziewczyny. Jeżeli żaden z pocałunków go nie oczarował, musiał liczyć się z tym, że przez najbliższe pięć lat czeka go życie w samotności. Na szczęście obecnie nie trzeba stosować się do zasady „ostatniej jagody”, a wręcz przeciwnie! Radzimy podtrzymywać świąteczną tradycję (tak dla samej idei) i skraść parę kisses under the mistletoe.

Aleksandra WereszczyńskaKomentarz:12010-12-06 10:42:17
Nowy komentarz