W każdym państwie na świecie powitanie Nowego Roku świętuje się w ten sam sposób – z mnóstwem fajerwerków, morzem alkoholu i imprezowym szaleństwem. Tak samo jest w Szkocji, z tą tylko różnicą, że tam sylwestra nazywa się Hogmanay i obchodzi się go trochę dłużej.

Tradycja Hogmanay kultywowana jest w Szkocji już od XVII wieku. W czasie tego święta najważniejsza jest dobra zabawa. Rozpoczyna się ona już o zmierzchu 31. grudnia i może trwać nawet do 2. stycznia, gdyż w Szkocji również ten dzień jest wolny od pracy (takim to dobrze… ). Moment wybicia godziny dwunastej Szkoci witają, śpiewając Auld Lang Synewiersz autorstwa Roberta Burnsa, do którego później napisano muzykę. Kiedy ucichnie ostatnia nuta Auld Lang Syne, rozpoczyna się tradycyjny first-footing (pol. pierwszy krok), czyli odwiedzanie sąsiadów, przyjaciół i rodziny. Jego nieodłącznym elementem jest obdarowywanie gospodarzy prezentami. Kiedyś podarunki były tak symboliczne, jak na przykład szczypta soli czy bryła węgla, dziś jednak znajomych najczęściej odwiedza się z butelką alkoholu i black buns, czyli z czarnymi bułeczkami, wypełnionymi orzechami, migdałami i rodzynkami. Szkoci wierzą, że first-footing ma przynieść szczęście wszystkim domownikom. Jak mówi tradycja, najlepiej jest, gdy pierwszy z gości przekraczający próg jest wysokim i ciemnowłosym mężczyzną.

Nie wiadomo jednak, skąd się wzięła nazwa zwyczaju Hogmanayteorii jest kilka. Według jednej z nich Hogmanay jest połączeniem słów pochodzących z języka duńskiego: hoog min dag, oznaczających „dzień wielkiej miłości” lub ze staroangielskiego: haleg monaþ, czyli „święty miesiąc”.


A jak Wam podoba się takie witanie Nowego Roku?

KallinaKomentarz:12010-12-21 17:00:38
Nowy komentarz