Nie wydaje się Wam, że zawsze, ale to zawsze oddawaniu się przyjemnościom stoi coś na przeszkodzie? Ja, żeby poświęcić się temu, na co akurat mam ochotę albo po prostu błogiemu lenistwu, muszę pokonać cały szereg przeciwności – a to zepsuje mi się samochód, a to trzeba napisać jakiś raport – zawsze coś. Takie utrudnienia nazywa się w języku angielskim a ball and chain (pol. kula u nogi). Jest to nawiązanie do kul przypinanych łańcuchami do nóg więźniów, które miały uniemożliwić im ucieczkę. Współcześnie kulą u nogi można nazywać odrabianie lekcji, chodzenie do pracy, sprzątanie mieszkania czy chociażby konieczność robienia codziennych zakupów. Dla mężczyzn taką kulą może też być towarzyszenie swoim wybrankom podczas wypadów do centrum handlowego, a dla kobiety – oglądanie meczu w telewizji przy akompaniamencie piwa, chipsów i niecenzuralnych okrzyków. A ball and chain niekoniecznie musi się jednak odnosić do czynności – kulą u nogi można również nazwać osobę. Weźmy na przykład małżeństwo.

Mąż pije piwo z kolegami w pubie – każdy chwali się swoimi sukcesami zawodowymi i nowymi autami. Nagle telefon – dzwoni żona. Wszyscy koledzy zaczynają docinać biednemu „pantoflowi” (pomijamy oczywiście fakt, że sami pod stołem po cichu wysyłają smsy do swoich kobiet z relacjami z „ważnej narady w pracy”). Docinki stają się jednak bardziej uszczypliwe, gdy z ust „pantoflarza” pada: Sorry, guys – I have to come back home to my ball and chain. (pol. Sorry, koledzy – muszę wracać do domu do swojej kuli u nogi.) Ociągając się, wstaje i wychodzi. Dobrze, że chociaż nazwał swoją ukochaną ball and chain może kumple uwierzą, że to on jest Panem i Władcą w tym związku. A że pobiegł na jej zawołanie? – No cóż, niech ma!

Chociaż odrabianie zadania domowego powinniśmy traktować jako jeden z koniecznych elementów edukacji, a telefony od żony jako przejaw troski, to kto nie lubi ponarzekać?

A na co wy narzekacie najczęściej, co jest waszą typową ball and chain?

Katarzyna Owsińska2010-11-09 17:31:29